Dochód gwarantowany – początek utopii?

Stało się to, co wielu uważało za niemożliwe. Hiszpania wprowadziła dochód gwarantowany. Nie będzie on jednak należał się wszystkim (przynajmniej obecnie), a tylko tym najbardziej potrzebującym. Będzie wynosił 462 euro miesięcznie i obowiązywał minimum rok. Znając naturę polityków możemy przypuszczać, że przedłużą ten okres przynajmniej do kolejnych wyborów parlamentarnych.

Dochód gwarantowany – jak go uzyskać?

Środki będą przyznawane już za dwa tygodnie, bo od 15 czerwca. Mogą się o nie starać obywatele Hiszpanii (prognozujemy, że ich liczba chyba wkrótce dramatycznie wzrośnie), którzy spełniają poniższe kryteria:

  • są w wieku między 23. a 65. rokiem życia;
  • są samotni i ich roczny dochód nie przekroczył w 2019 roku 5538 euro;
  • dostaną je rodziny, które w ubiegłym roku zarobiły łącznie nie więcej niż 12184 euro;
  • przez pandemię stracili w tym roku środki do życia.

Nie każdy dostanie najwyższą kwotę. 462 euro otrzymają tylko osoby bez żadnych dochodów. Obywatele z dzieckiem na każdego potomka otrzymają jeszcze 139 euro. Najwyższą kwotę, czyli 1015 euro miesięcznie, dostaną niepracujące rodziny z dziećmi. Pozostali z kolei różnicę między miesięcznymi zarobkami a wielkością dochodu podstawowego. Jeśli więc zarabiasz 362 euro i jesteś Hiszpanem, państwo dopłaci ci 100 euro.

Władze wyliczają, że program trafi i pomoże 850 tys. rodzin, to zaś przekłada się na aż 2,3 mln osób.

Chcemy pomóc!

Oczywiście rząd twierdzi, że dzięki nowemu programowi nierówności społeczne w kraju spadną, podobnie jak i poziom biedy. Pojawiają się nawet konkretne prognozy. Hiszpańscy politycy uważają, że poziom ubóstwa spadnie o 80 proc. Wicepremier Pablo Iglesias, który słynie w całej Europie ze swoich lewicowych poglądów, twierdzi, że inicjatywa nie zostanie ograniczona do okresu pandemii i kryzysu.

„Ten dochód jest strukturalnym instrumentem, który pozostaje na zawsze”

– straszy liberałów polityk.

Pytanie, czy wszystko to wytrzyma budżet. Rocznie wypłaty będą bowiem kosztowały państwo aż 3 miliardy euro.

Dochód gwarantowany na świecie

Sens wypłacania dochodu gwarantowanego jest tematem debaty na całym świecie. Sprawa jest skomplikowana i wcale nie tak oczywista, jak ktoś może przypuszczać.

dochód gwarantowany

W swojej kampanii wyborczej potrzebę wprowadzenia uniwersalnego dochodu podstawowego (UBI) promował Andrew Yang, niedoszły kandydat na prezydenta Partii Demokratycznej. Po klęsce politycznej (na etapie prawyborów zyskał śladowe wyniki) polityk wystartował z Humanity Forward, inicjatywą, która promuje UBI. Niedawno finansowo wsparł ją Jack Dorsey. CEO Twitteraz uważa, że UBI jest „od dawna spóźnione”, i dodaje, że „jedynym sposobem, w jaki możemy zmienić politykę, jest eksperymentowanie i pokazywanie studiów przypadku, dlaczego to [UBI] działa”.

Podobnie uważa np. Elon Musk, który dodaje w wywiadach, że nie jest może zwolennikiem takich programów, ale uważa, że mogą one stać się czymś niezbędnym.

– Myślę, że w końcu będziemy musieli mieć dochód podstawowy. To będzie konieczność. Będzie coraz mniej zawodów i pracy, którą człowiek będzie w stanie wykonać lepiej niż maszyna. Chciałbym pokreślić, że to nie jest coś, o czym marzę. Po prostu wydaje mi się, że to w którymś momencie nastąpi. Automatyzacja zmieni wiele, niemal wszystko będzie bardzo tanie – prognozuje miliarder.

Cynizm najbogatszych?

Zdaniem miliarderów z rynku nowych technologii takie rozwiązania będą konieczne, bowiem rynek pracy czeka rewolucja związana z większą automatyzacją. Innymi słowy, roboty zastąpią ludzi w kontekście niektórych zawodów. Za kilka lat z rynku mogą zniknąć np. kierowcy (gdy powszechne staną autonomiczne samochody) czy pracownicy magazynów (maszyny potrafią już dziś wykonywać proste prace z tego zakresu).

Możliwe jednak, że miliarderom chodzi też o to, by politycy pozwolili im na rozwój nowoczesnych technologii. O co chodzi? Zauważcie, że żaden polityk nie wesprze technologii, która może wyprzeć z rynku pracy jego wyborców. Ci bowiem w „podzięce” nie wybiorą go potem na piastowane teraz stanowisko. Chyba że wcześniej ten sam kongresmen czy senator doprowadzi do wprowadzenia UBI. Wtedy problem znika. Osoby mogą stracić pracę, ale nie zostaną bez pieniędzy. Mało tego, nie będą musiały pracować, a i tak będą miały środki na życie. Żyć nie umierać! W Polsce nawet PRL nie budował nam takiego raju na Ziemi!

Możliwe jednak, że obawy, że roboty zabiorą nam pracę są przesadzone i przypominają lęki luddystów, którzy w epoce rewolucji przemysłowej niszczyli maszyny i protestowali przeciwko ich budowie, bowiem te miały sprowadzić na nich bezrobocie. Jak teraz wiemy, były to obawy irracjonalne. Dziś poziom życia dzięki rozwojowi technologii jest wyższy niż w XIX w. Zapewne tak samo będzie dzięki rozwojowi robotów. Powstaną nowe zawody, które zastąpią stare. Ludzie po prostu się przekwalifikują.

To zły pomysł!

Nie trudno znaleźć przeciwników UBI. Jednym z nich jest prof. Krzysztof Piech, polski ekonomista.

– To niespecjalnie dobrze będzie wypływało na zachęcanie ludzi do pracy – tłumaczył niedawno na łamach NaTemat.pl prof. Piech.

button

Leave a comment

Mój Newsletter

Zapisz się i nie przegap interesujących Cię treści